czwartek, 22 marca 2018

„Dziesięć Tysięcy Słońc nad Tobą” — Claudia Gray

DZIESIĘĆ TYSIĘCY SŁOŃC NAD TOBĄ || CLAUDIA GRAY || WYDAWNICTWO JAGUAR
PREMIERA: 27.09.2017

Byłam, i nadal jestem, zakochana w pierwszej części trylogii Firebird, więc po czasie sięgnęłam po kontynuację, czyli Dziesięć Tysięcy Słońc nad Tobą i ponownie przepadłam w historii, którą zaserwowała mi Claudia Gray. Kwestią czasu jest to, kiedy sięgnę po trzecią, ostatnią część, serii. Jednak… Tak, pojawia się jakieś „jednak”, uważam że pierwsza część była troszkę lepsza. Może to dlatego, że wiedziałam już, czego mniej więcej się spodziewać?

Margueritte Caine, córka wynalazców Firebirda, została postawiona przed kolejnym zadaniem, które ma przysporzyć jej sporo kłopotów, a wszystko to za sprawą Conley’a, który chce ją zaciągnąć w swoje szeregi. Dusza Paula zostaje rozszczepiona na cztery kawałki, umieszczona w czterech różnych światach, i dziewczyna musi zrobić coś strasznego w wymiarach, w których została uwięziona, po to, aby odzyskać ukochanego i zdobyć lek dla Theo. W każdym świecie czyha na nią niebezpieczeństwo. Wraca także do jednego ze znanych wymiarów, w którym nieźle namieszała i mocno to daje jej do myślenia. Czy to, co wyprawia w innych swoich ciałach zostaje bezkarne? Czy inne Margueritte nie mają o tym pojęcia?

Dziesięć tysięcy słońc, milion światów nie wystarczyłoby mi, żeby dzielić je z tobą. Nie wystarczy mi nic mniej od wieczności.

Fabuła książki jest niezaprzeczalnie oryginalna i porywa czytelnika. W dodatku styl pani Gray sprawia, że z łatwością chłonęłam kartka po kartce, rozdział po rozdziale i miałam problem z oderwaniem się od lektury. Margueritte to jedna z lepszych nastoletnich bohaterek. Nie jest stereotypową Mary Sue, ale jej wieczny pech i to, że w każdym świecie wpada w ogromne tarapaty, wydaje się zbyt wielkim zbiegiem okoliczności. Jeśli jej postać ciągle, przez całe swoje życie, miała tyle kłopotów to naprawdę — cud, że dożyła wieku siedemnastu lat! Jednak… Te zdarzenia sprawiają, że nie idzie się nudzić, czytając tę książkę.

Ciężko wyrobić mi zdanie o dwóch bohaterach. O Paulu, bo właściwie go w tej książce nie było. Zawsze pojawiał się jakiś inny Paul, ale nie ten nasz. Bohaterka przekonuje się, że nie każdy Paul, to jej Paul, a czytelnik, że właściwie nie ma pojęcia o tym jej chłopaku, bo możemy wyrobić sobie o nim zdanie tylko na podstawie przemyśleń i wspomnień Margueritte.
Drugim bohaterem, który namieszał mi w głowie, jest Conley. Niby czarna osobowość, a jednak nie w każdym wymiarze, co było dla mnie okropnym zaskoczeniem i w pewnych światach skłaniałam się ku myśli, że nawet tego gościa lubię.

Zakończenie jednak przeważyło wszystko i zagwarantowało mi sięgnięcie po kolejną część. Tak nie można kończyć! Zżera mnie ciekawość, co stanie się dalej i nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejną część. Mimo kilku wątpliwości, uważam że Dziesięć Tysięcy Słońc nad Tobą to świetna książka, a seria Firebird to jedna z najlepszych trylogii młodzieżowych, jakie miałam w swoich rękach.

Za egzemplarz dziękuję:
Wydawnictwo Jaguar.

6 komentarzy:

  1. Okej, okej, ja nie czytałam jeszcze 1 tomu, ale słyszę same pochwały o serii Firebird.
    pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo serio jest super, weź! I nie ma polskich imion, czytaj! :p

      Usuń
  2. Kusi mnie ta seria coraz bardziej. :D Chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta seria jeszcze przede mną, ale chętnie dam jej szansę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zadowolona. Myślę, że sięgnę po cały cykl.

      Usuń