poniedziałek, 16 października 2017

Recenzja: „Prawdziwa Ginny Moon” — Benjamin Ludwig


PRAWDZIWA GINNY MOON || BENJAMIN LUDWIG || HARPER COLLINS
PREMIERA: 13.09.2017

Romanse to książki, które łamią moje serce i myślałam, że nigdy nic mnie bardziej nie wzruszy — myliłam się. Prawdziwa Ginny Moon w żadnym stopniu nie jest romansem, chociaż opowiada o trudnej miłości, o jej poszukiwaniu. Głos mi się łamał po ostatnich kartkach tej powieści i do teraz ściska mnie w gardle, gdy o tym myślę. Ta powieść jest cudowna w swojej rzeczywistości i pokazuje jak bardzo ciężko pokochać trudne dziecko.

Tytułowa Ginny Moon ma czternaście lat i od pięciu poszukuje szczęścia i miłości w różnych rodzinach zastępczych. Ginny ma autyzm. Jest mądra, inteligentna i sprytna, ale również bardzo chora i odbiera świat na swój własny sposób, czego wiele ludzi nie może zaakceptować. W końcu trafia do rodziny Moon, którzy od dawna starają się, bezskutecznie, o dziecko. W końcu im się jednak udaje, ale czy autystyczna Ginny to dobra kandydatka na starszą siostrę? Poza tym Ginny ciągle próbuje kontaktować się ze swoją biologiczną matką, która krzywdziła dziewczynkę, ale ta za wszelką cenę chcę odzyskać swoją Lalkę, mimo strachu przed toksyczną matką.

Nie wiem, gdzie idę. Nie wiem, gdzie powinna iść dziewczynka, która nigdzie nie pasuje.

Pierwsze strony książki są ciężkie. Trudno zrozumieć wiele rzeczy, ponieważ narratorką jest autystyczna czternastolatka, która świat odbiera inaczej od normalnych ludzi. Zdania są proste, często, dla nas, nielogiczne, bo mała Ginny nie rozumie wszystkiego, a wiele rozumie na opak. Idzie jednak do tego przywyknąć i po kilkunastu stronach stałam się jednością z Ginny i przeżywałam z nią wszystkie emocje (ja bardziej, niż ona, bo dziewczynka miała problem z emocjami). Przy każdym odrzuceniu autystycznego dziecka myślałam źle o bohaterkach tej książki, ale z drugiej strony rozumiałam, bo sama nie wiem, czy poradziłabym sobie z wychowaniem takiego dziecka.

Właśnie, bohaterowie. Ta książka jest brutalnie prawdziwa, bo pokazuje jak bardzo matka może kochać i nienawidzić, jak wiele jesteśmy w stanie zrobić na swojego dziecka i jak cierpią na tym dzieci adoptowane, które nagle są spychane na drugi plan. Szczególnie, jeśli są upośledzone i nie mogą znaleźć swojego miejsca w świecie. Ginny jest właśnie takim dzieckiem. Książka porusza ciężki temat, bardzo kontrowersyjny i chwytający za serce i… Wychodzi z tego rewelacyjna historia.

Bo żeby płakać, trzeba oddychać.

Czy polecam? Tak. Prawdziwa Ginny Moon to świetna książka, mam po niej masę przemyśleń. Ludzie potrzebują bliskości i miłości. Każdy z nas, nawet jeśli tego nie pokazuje.

Za egzemplarz dziękuję:
HarperCollins.